Do Spello nie przyjeżdża się po spektakularne widoki ani po katalogowe kadry z brukowanych uliczek – usłyszałam kiedyś. Po co w takim razie? – zapytałam zdziwiona, bo naprawdę akurat i widoki i katalogowe kadry są tutaj na każdym kroku. Wiele osób wraca tu więcej niż raz, właśnie z tych dwóch powodów. Ja jeszcze dorzucam jedzenie! Zawsze top, przede wszystkim w mojej ulubionej maleńkiej osterii De Dada.

Spello

Troszkę historii na początek

Historia tego miasta sięga znacznie głębiej niż freski Pinturicchia czy uliczne infioraty, choć to zwykle one przyciągają uwagę w przewodnikach. Zanim Spello stało się „Hispellum”, było osadą plemienia Umbri, strategicznie położoną na naturalnym tarasie górskim, z którego roztaczał się widok na dolinę rzeki Topino i cały pas równin między dzisiejszym Foligno a Bevagną. Rzymianie wcielili osadę do swojego świata nie siłą, ale strukturą – nadając jej status municipium, przypisując do tribù Lemonia i wyposażając w forum, łuki triumfalne, świątynie i rzymski system drogowy. Pozostałości tej infrastruktury są wciąż obecne: rzymskie bramy nadal wyznaczają wejścia do centrum, fragmenty dawnych inskrypcji pojawiają się między oknami, a układ ulic wciąż odzwierciedla starożytny plan urbanistyczny.

Prawdziwy przełom w historii Spello miał miejsce w IV wieku, za panowania Konstantyna Wielkiego. To właśnie do mieszkańców Hispellum cesarz skierował słynny reskrypt – dokument, w którym zezwolił im na organizowanie igrzysk religijnych pod warunkiem wybudowania świątyni poświęconej kultowi rodziny cesarskiej. To nie była decyzja symboliczna – oznaczała oficjalne uznanie pozycji miasta i jego roli w nowym, chrześcijańskim porządku cesarstwa. Fragmenty tej świątyni. przez dekady uznawanej za zaginioną, zostały częściowo zidentyfikowane dopiero niedawno, pod parkingiem. Jeszcze ciekawsze jest to, że treść reskryptu, zachowana na marmurowej tablicy, stanowi jeden z najdłuższych znanych łacińskich tekstów epigraficznych z okresu późnego antyku. Można go dziś zobaczyć w Museo Civico w Palazzo Comunale.

Właśnie to, że Spello na szczęście nie zmieniło się na potrzeby turystyki, że jego struktura i rytm życia są wciąż naturalne sprawia, że pobyt tutaj nie przypomina zwiedzania, ale raczej po prostu bycie. Wypicie kawy na Piazza della Repubblica, przejście pod Porta Consolare, obserwowanie lokalnych dzieci bawiących się w cieniu murów z czasów Augusta – wszystko tutaj jest naturalne.

Spello

Kaplica Baglioni

Kolegiata Santa Maria Maggiore stoi przy niewielkim placu, po którego bruku przeszły setki procesji. Gdy przekracza się próg, powietrze pachnie świecą i chłodnym wapieniem. W bocznej nawie, zaskakująco blisko codziennego zgiełku zakrystii, znajduje się kaplica zamówiona pięć wieków temu przez Troila Baglioniego. Pinturicchio malował tu w latach 1500-1501, przyjeżdżając z Perugii w kilku krótkich turach. Nie pracował sam: źródła miejskie wspominają o garstce lokalnych pomocników, którzy ucierali pigmenty w ogrodzie na tyłach kaplicy i donosili je do środka w płytkich misach z majoliki.

Freski na ścianach kaplicy opowiadają historię Narodzenia, Zwiastowania oraz znalezienia dwunastoletniego Jezusa w świątyni. Sceny nie są monumentalne. Ich siła polega na detalach: suknia Maryi jest taka, jaką nosiły wówczas zwyczajne kobiety, dach stajenki przypomina więźbę starych stodół z doliny Topino a tło pejzażu malarz dopasował do konturów Monte Subasio, który widział każdego ranka z okna swojej pracowni. W lewej części tego wielkiego dzieła, w maleńkim lustrze namalowanym na ścianie, widać autoportret Pinturicchia. Brodę ostrzygł krótko, bo podobno podczas tramontany, tutejszego wiatru, kurz wchodził mu we włosy i pod kołnierz.

Miasto kwiatów

Wiesz, że Spello jest nazywane miastem kwiatów? To jego charakterystyka – przepięknie ukwiecone domy, ganki i okna. Kulminacją i wyrazem tej pasji mieszkańców Spello jest Infiorata. Ludzie przygotowują sie do niej bardzo długo. Tygodniami w piwnicach całego miasteczka suszą się płatki goździków, petunii i bławatków. W domach pachnie niczym w zielarni. Dzień przed procesją ulice zamyka się dla ruchu, ale nikt się nie denerwuje – każdy wie, że przez jedną noc asfalt stanie się czymś w rodzaju płótna. Prace zaczynają się około dziewiętnastej. Najpierw kredą odrysowuje się kontury wzorów: czasem to motyw eucharystyczny, czasem geometryczny, czasem cytat z fresków Giotta. Potem przychodzą grupy rodzin: dziadkowie niosą papierowe pudełka pełne żółtych płatków ginestre, wnuki mają za zadanie wypełniać drobne przestrzenie płatkami białej stokrotki. W nocy pachnie obłędnie, a prace toczą się długo w noc, bo każdy detal musi być ułożony precyzyjnie. O świcie kobierce są gotowe, błyszczą delikatną rosą, niepodobne do niczego innego. Kilka godzin później przejdzie po nich procesja i wszystko zniknie – ale to ulotność nadaje temu rytuałowi sens. Kiedy mieszkańcy mówią, że infiorata jest „najpiękniejszym rozrzutnym gestem roku”, mają na myśli właśnie tę bezinteresowność poświęcenia i tak wielkiego wysiłku dla małej chwili podziwu.

Oliwa z Colli Spello-Assisi

Jesień w Spello pachnie zupełnie inaczej. Słodko-ostre olejki z dojrzałych oliwek moraiolo unoszą się nad gajami oliwnymi. Zbiory zaczynają się, kiedy poranna wilgoć schodzi z liści, zwykle przed dziewiątą. Pracuje się szybko, bo w listopadzie dni są krótkie, a owoce nie mogą długo czekać, muszą natychmiast zostać wytłoczone. Inaczej jakość oliwy bardzo ucierpi. Gałęzie strząsa się elektrycznymi grzebieniami, ale starsi nadal wolą ręczne pettini, bo wtedy owoce mniej się obijają. W kooperatywnym frantoio, tuż za murami, pierwsze tłoczenie trwa do późnej nocy. Stalowe dekantery zastąpiły kamienne żarna, ale zasada jest ta sama: temperatura nie może przekroczyć 27 °C, bo wtedy oliwa traci zielony refleks i pikantny finisz.

Pierwszą partię próbuje się zawsze na miejscu. Oliwa jest mętna, gęsta, gryzie w gardło – dokładnie tak, jak powinna. Każdy, kto zajmuje się oliwą powie Ci, że ten „drapiący” posmak to polifenole, dowód świeżości i jakości. W Spello wciąż funkcjonuje zwyczaj odkładania kilku litrów „olio nuovo” do ceramicznego dzbana, żeby spożyć je do świąt. Resztę filtruje się i zamyka w ciemnych butelkach na sprzedaż. Z tego żyją całe rodziny, a Festiwal Oliwy i Bruschetty, który odbywa się w ostatni weekend listopada, nie jest imprezą turystyczną, lecz corocznym podsumowaniem pracy. Niedaleko Spello jest jedno miejsce, które nie dało się omamić nowoczesności i oliwa nadal tłoczona jest w kamiennych żarnach. Oczywiście z ciągle kontrolowaną temperaturą. Efekt? Oliwa jest po prostu idealna. Gdybyś kiedyś szukał w tamtych okolicach oliwy dla siebie, to Azienda Agricola Carlo Tosti będzie strzałem w dziesiątkę.

Spello

Życie w Spello

W południe, kiedy słońce świeci na wprost Porta Consolare, miasteczko zamiera. Sklepy zamykają się na dwie godziny, restauracje napełniają się półgłosem rozmów. Zamawiam zazwyczaj strangozzi z truflami, bo to najprostsze danie oddające charakter kuchni umbryjskiej. Trufle tutaj odgrywają ważną rolę w wielu potrawach i smakują jak nigdzie indziej. Nie są tak ostre i wyraziste jak te z Piemontu, dlatego ta delikatność jest taka przyjemna. Po posiłku można pójść w górę via Cavour i skręcić w jedną z bocznych uliczek, które z pozoru prowadzą donikąd. Najczęściej kończą się maleńkim tarasem z widokiem na Bevagnę i pasmo Martani. Starsze kobiety wystawiają tam krzesła, plotkują, łatają ściereczki. Dzieci biegają w górę i w dół. Można usiąść na ławce pod rzeźbą Albero della Vita (Drzewo Życia) i po prostu cieszyć się pięknem świata i życiem.

Mam nadzieję, że Spello będzie dla Ciebie tym miejscem, do których się wraca. A może już tam byłaś/eś? Napisz w komentarzu, jakie są Twoje wrażenia stamtąd, jestem bardzo ciekawa!

Piszę z pasji i miłości do Italii. Bardzo się staram, żeby treści, które przekazuję były rzetelne i sprawdzone.

Teraz Twoja kolej!

Moje e-booki znajdziesz w sklepie.

Jeśli podoba Ci się ten artykuł, będzie mi miło, jeśli się nim podzielisz z innymi zostawisz komentarz

Zaobserwuj mnie na Instagramie, gdzie również dzielę się wiedzą na temat Włoch i rozdaję mnóstwo poleceń.

Możesz zapisać się na mój newsletter – Cartolline dall’Italia, czyli pocztówki z Włoch. Co jakiś czas będę przenosić Cię do słonecznej Italii opowiadając o pięknych miejscach, lokalnych przysmakach i włoskim winie.

Przeczytaj również:

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *